Wczoraj w ramach 19-tej kolejki rozgrywek Klasy Okręgowej w Niechanowie zagrały ze sobą drużyny Pelikana Niechanowo i Warty Śrem. W dramatycznych okolicznościach, w iście jesiennej aurze, po ostrej grze i sporej ilości żółtych kartek spotkanie to zakończyło się zwycięstwem gospodarzy 2:1.

Pierwszą połowę śmiało można nazwać kiepską piłką. Zawodnicy ze Śremu tworzyli sztuczny tłok, skutecznie blokując niezbyt skoncentrowanemu Pelikanowi dostęp do własnej bramki. Sytuacji strzeleckich było jak na lekarstwo, a gdy już do takich doszło, piłka lądowała w rękach golkiperów lub w sporej odległości od bramek. Oczekujący na rozgrzanie golem boiskowej atmosfery niechanowscy kibice sromotnie się zawiedli. Po pierwsze dlatego, że pierwszy celny strzał padł dopiero w 42-iej minucie meczu, a po drugie dlatego, że piłka znalazła się niespodziewanie w siatce Pelikana. Do przerwy 0:1 dla gości.
Początek drugiej części meczu również nie był zbyt interesujący. Dopiero od 20-tej minuty gospodarze zaczęli odnajdywać receptę na skuteczne pokonanie obrony Warty. Wściekłe ataki Pelikana zmusiły wszystkich piłkarzy ze Śremu do cofnięcia się na własną połowę. W tym okresie gry zielono-czarni mieli sporą przewagę, jednak wyrównanie wyniku przyszło im z niełatwym trudem. W zamieszaniu pod polem karnym Warty swoje miejsce znalazł jednak Łukasz Zagdański, który z najbliższej odległości doprowadził do remisu. Była to 60-ta minuta spotkania.
Patrząc na ligową tabelę, wczorajszy przeciwnik GLKS-u nie powinien należeć do trudnych, więc strata w tym meczu chociażby jednego punktu była dla niechanowskiej drużyny zupełnie nie do przyjęcia. Obrona Warty, skupiona bardziej na wybijaniu piłki z własnego pola, niż na jej rozgrywaniu, skutecznie kruszyła ataki pozycyjne Pelikana. Skoro nie dało się taktycznie, trzeba było spróbować siłowo... Niestety ostre forsowanie śremskiej defensywy spotkało się z równie ostrym odzewem gości. W efekcie sędzia pokazał kilka żółtych kartek, opiekunowie medyczni obu zespołów biegali z apteczkami, a w przypadku jednego z zawodników Warty konieczna okazała się niestety interwencja pogotowia ratunkowego.
Summa summarum Pelikan w końcu dopiął swego. Pięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry, krótko po tym, jak co najmniej trzy stuprocentowe akcje w sytuacji sam na sam z bramkarzem zmarnował Adrian Chopcia, gola na wagę trzech punktów zdobył Maciej Kowalewski.
A to ogólnie słabe, chaotyczne i chwilami zbyt brutalne widowisko sportowe krótko skwitował kapitan Pelikana Michał Steinke: "Wynik się liczy!".
Teraz przed zawodnikami GLKS-u ciężki tydzień. Już pojutrze czeka ich wyjazd do Witkowa na przesunięty derbowy mecz z Vitcovią, a w przyszłą sobotę kolejny wyjazd - do Zaniemyśla na potyczkę z Kłosem.